Strona przeniesiona.

Za 5 sekund zostaniesz przekierowany na nową stronę.

Jeśli nie chcesz czekać, kliknij w ten link.

piątek, 6 czerwca 2014

Pieprz i słódź cz. V

Praca w restauracji zaowocowała wyjazdem za granicę. Zuza nauczyła mnie bardzo wiele.
Zawodu uczyłem się pracując, z Zuzą skupiliśmy się na innej sferze. Nocne igraszki przeniosły się do jej mieszkania i nie ograniczyły się do sypialni. Odkrywała przede mną świat seksu, ucząc  brania i dawania równocześnie i powtarzając mi, bym się nie zakochał.
Nie zakochałem się. Cieszyłem się natomiast z prezentu, jaki zafundowało mi życie, a miało się okazać nie jedynym prezentem, który na mnie czekał.
Po ponad roku stanąłem przed decyzją. Wyjazd do Włoch i praktyka w pizzerii u starego znajomego Zuzy była nie lada gratką i byłbym głupcem, nie korzystając z takiej możliwości. Nie musiałem się domyślać co łączyło Zuzę z właścicielem pizzerii, powiedziała mi.
Byli kochankami w podobnym, jak nasz kładzie. Ona była tym młodziakiem.
Oznajmiłem rodzinie swoje plany, czym nie zmartwiłem ich zbytnio. Byłem drugim z trojga rodzeństwa, starszy brat przetarł drogi swoją samodzielnością, najwięcej uwagi spadło na najmłodszą, dwunastoletnią siostrę w okresie osobistego buntu.
Spakowałem manele, wycałowałem rodzinę i w sobotni poranek pojechałem autobusem do Zuzy. Mieliśmy jechać razem, chciała odwiedzić swojego... mentora.
- Młody - zaczęła, gdy wsiedliśmy do samochodu. - Seksu ze mną już nie będzie.
- Rozumiem - odparłem, choć nie do końca rozumiałem.
Choć z drugiej strony, chciała pewnie odgrzać "stare" kartofelki i przypomnieć sobie dawne czasy.
- Jadę do Dario i zostanę u niego kilka dni i nocy. - Uśmiechnęła się promiennie. - Sam rozumiesz.
- Rozumiem -przyznałem, rozumiałem.
- Z twoją buźką nie będziesz cierpiał samotności - mówiła dalej. - Blond czupryna we Włoszech to... Sam zobaczysz.
Zobaczyłem i rację muszę przyznać.  Dziewczyny zawieszały się na moich włosach i w jasnych oczach, ciągnąc do mojego przydziałowego pokoiku i wąskiego łóżka, jak myszki w paszczę węża. Nie musiałem się nawet zbytnio wysilać. Ba, nie było potrzeby starać się o ich względy.
Po miesiącu "zaprzyjaźniłem" się z częścią żeńskiej załogi. Nie narzekałem, ale nie było w tym też nic, co poruszyłoby we mnie to coś. Czegoś mi brakowało.
We Włoszech mieszkałem prawie półtora roku. Dario traktował mnie, jak syna, może dlatego, że nie miał swojego. Nie pobłażał mi, nie było taryfy ulgowej, wręcz przeciwnie. Musiałem poznać każdy ze szczebli, od sprzątacza pokaźnych rozmiarów pizzerii i kelnerowania na zatłoczonej sali, do wypraw na targowisko o godzinie piątej rano i wybierania warzyw i dodatków. Dostawy odbierałem ja, ludzi przyjmował on, lecz zawsze musiałem być przy tym obecny. Wypłatę przelewał na moje konto, zostawiając mi na fanaberie napiwki kelnerskie, których było niewiele, gdy pracowałem na barze, bądź na kuchni.
- Dlaczego nie mogę dysponować zarobioną kasą? - zapytałem go kiedyś. - Czy dostanę te pieniądze w ogóle?
- Zuza tak kazała - oznajmił zdawkowo. - Ma wobec ciebie plany i nie chce byś przepił i przehulał wszystko. Cierpliwości młody.
Nie oponowałem, zaufałem i czekałem.
- Wracasz do kraju Igorze - oznajmiła któregoś dnia.
Nie posiadałem telefonu komórkowego, nie był mi potrzebny. Rodzina nauczyła się dzwonić na numer stacjonarny w części biurowej zaplecza i wywoływano mnie wtedy przez głośniki restauracyjne. Z początku krępowało mnie to ale dowiedziałem się, że to pomysł Dario, by pracownicy odessali się od telefonów na czas pracy. Każdy zdawał telefon po przyjściu do pracy i odbierał go po skończeniu dniówki. Praktyczne w sumie.
Nie poznałem planów Zuzy względem mojej osoby podczas rozmowy telefonicznej, dowiedziałem się wszystkiego dopiero po powrocie do kraju. Nie wiem co nią kierowało i dlaczego wybrała właśnie mnie. Może to mój anioł stróż był po prostu tak przedsiębiorczy i pomysłowy.
- Jest knajpa do przejęcia, pizzeria - oznajmiła, gdy już mnie wyściskała. - Dario mówił, że jesteś gotowy do jej poprowadzenia. Co ty na to?
W pierwszym momencie zatkało mnie.
- Dlaczego ja? - wydusiłem w końcu.
- Poznałam cię ja i poznał Dario - odparła z uśmiechem. - Spodobałeś się nam obojgu. Na ten lokal czekałam od dawna i wiem, jaki ma potencjał. Potrzebuję kogoś zaufanego i wybrałam ciebie.
- Czyli wyjazd był douczeniem mnie w kwestii prowadzenia lokalu? - Upewniałem się, choć znałem już odpowiedź.
- Dokładnie - przytaknęła. - Będziemy wspólnikami i wiem, że masz co zainwestować. Oczywiście, jeśli zechcesz. - Zaznaczyła z naciskiem. - Do niczego cię nie namawiam. Wiedzę masz, pieniędzmi możesz zadysponować jak chcesz. To jest moja propozycja.
- Kim w tym wszystkim będę? - Czułem radosne podniecenie zbliżającymi się zmianami.
- Wspólnikiem oczywiście - wyjaśniła. - Nie chcę się zakopać w knajpie na amen, więc potrzebuję zmiennika do prowadzenia interesu. Co ty na to?
- Czy mogę zobaczyć najpierw lokal? - spytałem nieśmiało.
- Jasne młody. - Uśmiechnęła się.
W jej oczach czaiła się czułość. Ta sama, którą widziałem dotąd tylko w oczach mamy.
Lokal, a właściwie budynek robił wrażenie. Las pod miastem, jeziorko, a przy nim i drewno połączone ze szkłem. Parterowy, rozłożysty z dużą salą konsumpcyjną. Wyjście z tej na ogromny taras, oraz kilka schodów prowadzących na trawnik przed i niewielką plażę. Wokoło zieleń, świergot ptactwa i spokój.
- Spokojnie tu - to pierwsze, co powiedziałem od momentu, gdy przyjechaliśmy. - I pięknie.
- Wiem - przyznała z uśmiechem.
- Zuza, jak mogę stać się twoim wspólnikiem z tą ilością wkładu? - Nie do końca rozumiałem swoją w  całym przedsięwzięciu, rolę. - Przecież to jest warte o wiele więcej!
- Igorze. - Ujęła moje dłonie, zmuszając tym samym do zatrzymania się i skupieniu na niej. - Będziesz miał część udziałów i wszystko spiszemy w umowie. Prowadzenie takiego biznesu wymaga zaufania, a to mam w kraju wyłącznie do ciebie. Masz wiedzę nabytą z najlepszego źródła, znam cię i wiem, że nie zepsuły cię inne biznesy. Pracujmy, zarabiajmy i jeśli będziesz chciał, wykupisz ode mnie resztę swojej połowy, a resztę czas pokaże.
Wiedziałem, że drugiej takiej szansy mogę nie mieć. Miałem dwadzieścia dwa lata i perspektywy, których sam sobie zazdrościłem
- Muszę poszukać mieszkania. - Już zacząłem planować. - I kupić jakiś pojazd, by się tutaj dostać.
Rozglądałem się wokół, coraz bardziej oszołomiony i podniecony.
- Nie musisz. - Mówiąc to, śmiała się. - Załatwiłam mieszkanie z urzędu i tylko sprawy meldunkowe trzeba będzie załatwić, a później przepisze się je na ciebie.
Stałem z rozdziawioną paszczą, nie wiedząc co powiedzieć, a ponieważ żadne mądre słowa podziękowania nie napływały mi do głowy, przygarnąłem po prostu Zuzę do siebie i przytuliłem czując, że jeszcze chwila i się rozpłaczę. Nic nie mówiła. Trwała tak i czekała, aż mi przejdzie. Wiedziała, co się ze mną dzieje, zdążyła mnie poznać w przeciągu roku naszego romansu.
- Tylko młody. - Dobiegł mnie jej zduszony uściskiem głos. - Żadnego seksu już nie będzie. Nie mieszam interesów z przyjemnościami.
- Ok - wydusiłem tylko.
Mieszkanie było kolejnym zaskoczeniem. Dwa pokoje, kuchnia i balkon. Puste, ale może to i dobrze, urządzę się po swojemu.
Rozkręcaliśmy knajpę i zajmowało to większość dnia i połowę nocy. Zatrudnianie pracowników, opracowanie receptur, konfigurowanie systemu sprzedażowego, a w końcu szkolenie ludzi i zamawianie towaru. Wszystko to było zajmujące, wyczerpujące, ale również ekscytujące. Wykorzystywałem wiedzę przekazaną mi przez Dario, Zuza natomiast zajęła się przede wszystkim sprawdzaniem mojej pracy i nagłośnieniem hucznego otwarcia poprzez media lokalne, kampanie internetowe i na tradycyjnym papierze, czyli ulotki.
Dowiedziałem się, ile wysiłku potrzeba, by skonstruować porządną kartę menu. Profesjonalna sesja zdjęciowa tego, co mieliśmy oferować trwała kilka dni, jej efekty przedstawiono nam miesiąc później, po obróbkach graficznych, składaniu i próbnych wydrukach.
Cały proces trwał ponad dwa miesiące i dziesięć dni przed zaplanowanym otwarciem Zuza oznajmiła:
- Niedługo się zacznie kocioł i nim minie, będziemy zmęczeni. Pora więc trochę odpocząć przed otwarciem, bo następna taka okazja szybko się nie przydarzy.
- Mamy wolne?! - Zdziwiło mnie to, ale z nas dwojga to ona znała gastronomiczne realia lepiej. - Ile?
- Pięć dni - odparła. - Później zaczynamy zamawianie towarów szybko psujących się i start.
Była podekscytowana, ja również. Byliśmy też zmęczeni i musiałem jej przyznać, że odpoczynek na naładowanie baterii, był świetnym pomysłem.
Pierwszy z pięciu dni przespałem, przerwy robiąc wyłącznie na posiłki. W lokalu tyle gotowałem, że samemu sobie nie chciało mi się już nic specjalnego przyrządzać. Makaron gotowałem, mieszałem z przyprawami i polewałem oliwą. Może gdybym miał piekarnik, chciałoby mi się więcej kombinować ze składnikami. A tam. Odpoczywałem.
Trzeciego dnia nosiło mnie już i stwierdziłem, że posiadanie materaca na podłodze, piecyka, lodówki i prowizorycznego stołu w postaci deski do prania nie starcza mi już. Pojechałem na zakupy.
Czwartego, czyli przedostatniego dnia nie wytrzymałem i stwierdziłem, że muszę jechać do pracy. Bezsensem było siedzenie w mieszkaniu. Wolałem działać.
Wychodząc z mieszkania zauważyłem, że drzwi naprzeciw są uchylone. W pierwszej chwili nie zdziwiło mnie to, gdyż od kilku tygodni trwały w nim intensywne prace. Widocznie ktoś miał się wprowadzić. Od tygodnia jednak trwała w nim cisza.
Podszedłem bliżej i nasłuchiwałem, gdyż wydawało mi się, że usłyszałem płacz. Po chwili byłem już pewny. Ktoś płakał, a właściwie lepszym określeniem było powiedzieć, że zanosił się. Raczej kobieta.
Zaniepokojony wszedłem bez pukania i kierując się odgłosami, szedłem w głąb mieszkania. Przestronne, jasne i bardzo kobiece.
Zajrzałem w ostatnie drzwi i zdębiałem.
Na posadzce, skulona z papierem toaletowym przy nosie, którego wstęga ciągnęła się do rolki w uchwycie na ścianie, siedziała drobna dziewczyna i płakała w niebogłosy.
- Wszystko w porządku? - Musiałem jakoś zwrócić jej uwagę. - Jestem sąsiadem z naprzeciwka i wychodziłem właśnie do pracy, ale usłyszałem czyjś płacz i... - Wszedłem powoli, by nie uznała mnie za intruza. - Igor jestem. - Wyciągnąłem dłoń, obserwując jej reakcje.
- Kaśka. - Wydmuchała nos wstając z posadzki.
Poza spuchniętym nosem i zaczerwienionymi oczami prezentowała się uroczo. Drobna istotka w... O bosz... Znowu te legginsy. I jak tu facet m normalnie funkcjonować, jako mężczyzna?
- Dlaczego płaczesz? Mogę w czymś pomóc? - Skupiłem się na jej nosie, by nie spoglądać w dół.
- Nie – zaprzeczyła. - Chociaż możesz! Będę się wprowadzać w tym tygodniu i przyda się wtedy pomoc.
- Duże mieszkanie, jak na jedna osobę. - Chciałem wiedzieć, czy mieszka z kimś.
- Na cztery osoby – wyjaśniła. - Ja i trzech chłopaków. Braci. - dodała.
- Aaa – Ulżyło mi. - Pomogę z przyjemnością.
Męski instynkt wygrał. Oczy same zaczęły wędrówkę po jej ciele. To pewnie przez to, że tak dawno nie miałem kobiety. Ba! W natłoku obowiązków zapomniałem nawet o waleniu konia!
- Dziękuję. - Dygnęłam.
- Może wpadniesz dziś na kolację? - Nieśmiało zaproponowałem. - Tak po sąsiedzku, zrobię pizzę.
- Umówmy się tak, że wpadnę na kolację, ale po przeprowadzce. - Już czułem nerwowe podniecenie. - I warunek!
- Tak? - Co jej chodzi po głowie?
- Ty zapraszasz, ja gotuję. - Odrzuciła włosy na plecy zamaszystym ruchem, jak gwiazda filmowa. - Ok?
- Ok!

czwartek, 29 maja 2014

www.mikakamaka.pl UWAGA!

Ten blog był moim przedszkolem i idę właśnie do szkoły :D.
Od tej chwili, na TYM blogu nie będą pojawiały się już nowe wpisy (komentować tutaj już się nie da).

Teraz zapraszam pod adres:

www.mikakamaka.pl

Tam jest wygodniej i funkcjonalniej.
Chodźcie, czekam :D

wtorek, 27 maja 2014

"Takaja żyzń" cz. XXXIV

No i koniec!
Myślę, że to jedyne, rozsądne zakończenie, ale wiem, że nie wszystkim dogodzę :D.
Miłego czytania.
Obudził go zapach jedzenia.
Widziałam po minie, że noc była kolejnym prztyczkiem w nos, dla uporządkowanego życia Adama.
Sądził pewnie, że bracia będą mniej absorbowali moją uwagę i tę skoncentruję na nim.
Niestety, nie miało tak być i cieszyłam się mimo wszystko, że przyjechaliśmy tutaj w komplecie. On miał okazję zobaczyć zwyczajność codziennych obowiązków, ja natomiast po raz pierwszy znalazłam się poza granicami kraju.

niedziela, 25 maja 2014

"Takaja żyzń" cz. XXXIII

Tak na koniec tygodnia kawałek i wiem, że wolicie dłuższe, ale taki dziś wyszedł.
Myślę, że jeszcze dwa (dłuższe) i finito, ale ja se myślę, a wychodzi jak chce :D.
Miłego przerywnika ;-)
Na taką jej reakcję właśnie liczyłem i zdziwiłbym się jej brakiem.

Pomieszczenie było dziełem i efektem pomysłowości zaprzyjaźnionego małżeństwa. Architekt i dekoratorka wnętrz, przerobili wgłębienie w skale w dzieło sztuki użytkowej. Z zewnątrz dom wyglądał ciekawie, lecz nie przygotowywał na widok, który czekał wewnątrz. Wnęka w skale została sprytnie obudowana kamieniami i drewnem, co stanowiło funkcjonalne jej przedłużenie. Najciekawszym elementem pomieszczenia był niewielki wodospadzik na środku, otoczony szklaną rurą. Woda wyciekała wprost ze górnej części skały tworzącej sufit i spadała w dół, spływając po szkle i niknąc w szczelinie skalnej podłogi. Wszystko świetnie zaizolowane i nie zagrażające nadmiarem wilgoci pomieszczeniu, oraz powalające efektownością na kolana.

piątek, 23 maja 2014

Czarna dupa

Przyznaję, że do tego tematu zbierałam się długo, ale w końcu muszę napisać ten tekst.
Dotyka ważnego dla mnie tematu i nie zamierzam zamknąć go w jednej części, nie potrafię :D.

Pewnego pochmurnego dnia, wielka, czarna dupa zawisła nad moją doliną i nastała obsrana ciemność wokół. Kwiaty przestały kwitnąć, drzewa owocować, ptaki ucichły, ja posmutniałam.
Było mi źle, nie radziłam sobie z rzeczywistością i jedynym, o czym marzyłam, było zamknięcie się w szafie pancernej, zażycie leków ogłupiających umysł i przespanie roku.
Rzeczywistość jednak jest wredną suką i nie pozwoli ci uciec przed swoimi mackami, a macki tej były jak ramiona ośmiornicy. Dusiły, żeby pożreć.
Napierniczałam się z nią i chwilami wygrywałam, a wtedy zza czarnej dupy wychodziło słońce, lecz nie na długo.
Mój mąż, mieszkający w tamtym czasie pod tym samym niebem, gdy patrzył w nie, nie widział jednak ekskrementów wydalanych przez czarny odwłok, on widział słońce i chmury. Czasami te chmury były bardziej gęste i wtedy black ass próbował i jemu zawisnąć nad głową, ale bez skutku.

środa, 21 maja 2014

"Dług" cz. XI

Ostatnia część prawdziwej historii Agaty.
I tyle słowa wstępu :-)
Koło południa wyruszyli w dalszą drogę, robiąc jeszcze jeden przystanek na zaspokojenie głodu. Właściwie dwu jego rodzajów. Szybkie spagetti zmieniło się w długi seks i drzemkę w efekcie.

Kolejne dwa tygodnie stały się najszczęśliwszym czasem w życiu Agaty.

Śmiali się po powrocie z jej reakcji, gdy Tomasz zrobił postój w Wenecji. Agata przysnęła na miękkim fotelu, więc obudził ją proponując, by rozprostowali nogi i pospacerowali trochę.

wtorek, 20 maja 2014

Wyjaśnienie

Drodzy moi.
Wiem, długo nic nie dodaję (trzeci dzień), ale powód ważny. Duże przeróbki bloga, więc wybaczcie zastój.
Roboty przy tym od groma, plus dwadzieścia kilo :D.
Niedługo blog będzie czytelniejszy i oby był również bardziej funkcjonalny.
Jutro natomiast powinnam dodać kolejną, ostatnią (raczej) część "Długu" i oby nic w ciągu dnia mi się nie posypało w planach.

sobota, 17 maja 2014

XXL" cz. III

I tak oto koniec tej szybkiej, krótkiej i realnej historii.
Zastanawiam się, dlaczego tak niewielu panów wypowiada się w temacie. Ze statystyk wynika, że większość czytelników, to właśnie mężczyźni. Co Wy tacy małomówni.? Przecież to Was dotyczy temat!
Kto inny ma pieścić kobietki :D.
Zbliżał się wieczór, kac odpłynął w niebyt, a ja biłam się z myślami.
Po co Konrad zaprosił mnie na pizzę?
Dlaczego zaglądał mi tak zachłannie w dekolt?
I skoro woli chłopaków, to z jakiej przyczyny tak namiętnie mnie obcałowywał wczoraj wieczorem?! Orientację swoją bada, czy chce zmienić może?

Wypindrzona, umalowana, pachnąca i przygotowana ubiorem do jazdy na motorze, czekałam na Kondzia.
Dzwonek do drzwi, porozumiewawcze mrugnięcie oka mamy i w drogę.

czwartek, 15 maja 2014

"XXL" cz. II

Zainspirowaliście mnie! XXL bije rekord i ma większą poczytność, niż wszystkie poprzednie opowiadania. Takoż biję się w pierś, czy raczej w cyc i pluję w lustro, patrząc sobie w twarz.
Dlaczego? Bo doszła do mnie prawda własnej obłudnej dwulicowości.
Niby wkurzają mnie reklamy, telewizja i te wszystkie wykorelowane kobitki w nich, ale tworzę bohaterki na ich podobieństwo.
Tfu, tfu i jeszcze raz tfu!
Koniec! (może z przerwami)
Sama jestem zwykłą babą, nie mam fiuta, ani burzy włosów do kolan. Mój brzuch nie jest sześciopakiem, a tyłek nie posłużyłby rzeźbiarzowi za przykład, ale mój mężczyzna kocha i jedno i drugie (nie mam na myśli fiuta oczywiście :-) )..
Niech to stanie się punktem wyjściowym dla normalności w opowiadaniach, bo się przesłodziłam sama sobą i zaraz heftnę robalami. Idę se zaparzyć wrotycz z piołunem...
Musiałem posiedzieć chwilę i ochłonąć po jeździe. Właściwie to nie po samej jeździe, ale okolicznościach przyrody dociśniętych kurczowo do moich pleców i ud. Roksi zaciskała na mnie kończyny tak kurczowo, że byłem cały zdrętwiały. Dosłownie cały, a najgorszą drętwotę zarejestrowałem w spodniach. Jej ręce na moim brzuchu były bardzo pobudzające i modliłem się tylko, by nie opuściła ich za nisko. Nie noszę fiuta w nogawce, ale układam go właśnie w górę. Nie zawsze, do jazdy na motorze tak mi najwygodniej. Nie wiem, co bym zrobił, gdybym miał go w nogawce, krew by odcięło? Ból byłby na pewno.

wtorek, 13 maja 2014

"XXL" cz. I

Wybaczcie ten chwilowy przerywnik. Musiałam skrobnąć coś nowego, innego i krótkiego, bo zwariuję.
Takaja już tak długo się ciągnie, że czaszkę rozpiernicza mi tyle inności :D.
Tutaj opko szybkie i w maksymalnie trzech częściach. Mało opisów, szybko do celu.
Dodam, że tak zwyczajnego opowiadania nie napisałam jeszcze.
Smacznego wszystkim.
Znów z nim zerwałam. Wkurza mnie to już. Kamil...
Raz jest fajnie i bawimy się świetnie, by po cudnie spędzonym czasie milczeć, nie dzwonić i olewać się nawzajem.
Nic z tego parowania się nie będzie.

Szłam właśnie do pracy. Studia, studiami, ale za coś trzeba żyć. Mogę co prawda wisieć nadal na rodzicielskim kubku, ale kumpela zaproponowała mi wspólne mieszkanie i to kusiło mnie bardzo.

niedziela, 11 maja 2014

Śmiechu warte...

Siedzę rano przy stole konsumując spokojnie prostackiego naleśnika, gdy nagle mąż mój, również spożywający śniadanie swe, pluje nim na laptopa.
Osobiście staram się jeść i nic poza tym w danej chwili nie robić, ale on ma inaczej.
- Kanapki nie dobre? - Zainteresowałam się grzecznie.
- Nie, no co ty - odpowiedział, wycierając przy okazji opluty ekran. - Czytam gazetę.pl.

"Takaja żyzń" cz. XXXII

Trochę perypetii, jak to w życiu ;-).
ps. w pierwszą część opowiadania radzę czytać, nie jedząc...
Podróż przebiegła spokojnie, nie licząc kilku „drobnych” incydentów.
Gdy młodziaki się pobudziły, od razu zaczęły wołać jeść, pić, sikać. Nie chciałem robić zbyt wielu postojów. Uporanie się z ich głodem i pragnieniem nie było trudne, młoda podawała im kanapki i picie.
Problem pojawił się przy okazji parcia na młode pęcherze. Zjazdu na parking nie widziałem, a przystawać na poboczu nie chciałem.
Wpadłem na genialny, moim zdaniem pomysł.

- Sikajcie do pustej butelki – zaproponowałem swobodnie.

piątek, 9 maja 2014

Kult pracy - o co kamon?!

Tytuł tekstu nie bez kozery.
Warum?
Ano, nie jestem jednostką zakochaną w pracy.
Pot występujący mi z wysiłku na czoło, podczas wykonywania codziennych obowiązków, nie jest ulubionym sposobem pocenia się.
Wolę się spocić uprawiając sport, a jeszcze lepiej seks.
I jedno i drugie przynosi kochaną porcyjkę endorfinek i ja im daję lajka.

Znam jednak ludzi, którzy kochają pracować.
Nie!
Im się wydaje, że to kochają, a po prostu nie znają niczego innego, co przynosiłoby taką radość, jaką daje praca.
Mówię właśnie o mojej rodzinie.

czwartek, 8 maja 2014

"Dług" cz. X

Wiem, że czekaliście o jeden dzień dłużej, ale musiałam zebrać trochę informacji na temat tego, co tu opisuję, gdyż nie widziałam podobnych wynalazków na żywo (choć chciałabym). 
Przy okazji tak się na toto napaliłam, że jestem w nim prawie specjalistą, a już na pewno  fanką..
ps. pozdrowienia od Agaty :D
Spakowana, wydepilowana i maksymalnie podniecona Agata oczekiwała wieczoru.
Wyjazd, wspólny wyjazd! Wakacje!
Coś nowego dla niej...
- Komu w drogę, temu wrotki! - Wesoło zawołał Tomasz, wchodząc do mieszkania. - Gotowa?
- Jeszcze jak!- Agata nie potrafiła powstrzymać ekscytacji na myśl o dalekiej podróży, poznaniu kawałka świata i Tomasza przy okazji.

wtorek, 6 maja 2014

Że niby cuda? Eeee tam...


Miałam w życiu taki czas, kiedy kłopoty włażą na głowę tak bardzo, że nie możesz jeść, spać, ani nawet myśleć. Wieczorem kładziesz się, by odpocząć i usypiasz, ale ogrom szajsu budzi Cię w środku nocy i tak bombarduje w czaszce, że nie masz już szans na sen. Jest trzecia w nocy, nie możesz wstać, gdyż pobudzisz wszystkich. Nie zaświecisz światła nawet, warunki lokalowe na to nie pozwalają. Dwa pokoje, cztery osoby. Pozostaje jeszcze łazienka, ale siedzenie na podłodze, na zimnych kafelkach wynajętego mieszkania, nie jest szczytem marzeń nocnych, dla niewyspanego po trzech godzinach snu, ciała.

poniedziałek, 5 maja 2014

"Takaja żyzń" cz. XXXI

I w "Takajej" i w "Długu", główne bohaterki wyruszają w podróż. Obie autem i tu zacznie się dla mnie wyzwanie. Opisać tę podróż na tyle odmiennie, by nie koliła po oczach ta zbieżność.
Jak wyjdzie? Ocenicie sami.

- Co ty tutaj robisz? - Byłam zbytnio zszokowana, by zadać mądrzejsze pytanie.
- A co sobie myślałaś? - Matka wstała powoli, nie odrywając ode mnie wężowych oczu i sycząc w wężowym języku. - Że jak uciekniesz z domu i zabierzesz mi dzieci, to nie będę swoich synków szukać mała zdziro? Matce dzieci ukraść?!
- Matce?! - Oburzenie odblokowało mnie. - Ty siebie nazywasz matką?!
Stała przede mną spięta i najwyraźniej gotowa do kłótni.
- Ty ich matką na pewno nie jesteś - odparła zjadliwie. - To ja ich urodziłam.
- I wtedy skończyła się twoja rola, jako matki. - Starałam się mówić spokojnie, choć ledwo nad sobą panowałam. - Od początku byłam lepszą opiekunką dla braci, niż ty matką.
- Nie prawda! - Zacisnęła pięści, usta we wściekłe kółko. - Wychowywałam ich, jak umiałam najlepiej.

niedziela, 4 maja 2014

Przymusowy seans

Byłam wczoraj w kinie.
Dziecko zmusiło mnie do wykorzystania wreszcie voucherów, których ważność mijała w najbliższych dniach.
Poszłam, pocieszając się, że dane mi będzie przynajmniej pofolgować uzależnieniu i pożreć nachosy z sosem serowym. Oczywiście duże i z podwójną porcją sosu!
Repertuar dobierał mój nastolatek, a mi nie pozostało nic innego, jak tylko ugiąć się i uśmiechać powtarzając, że oczywiście, marzyłam o pójściu na „Kapitana Amerykę”.

sobota, 3 maja 2014

"Dług" cz. IX

Agata zajęła półki w szafie po prawej stronie i lewą część łóżka, czyli odwrotnie do tego, czego wcześniej żądała. Straciła zapał do oporowania i zapragnęła współpracy z Tomaszem.
Dotychczas łudziła się posiadaniem normalności na stanie, tymczasem miała nienormalności w nadmiarze. Mąż pił i niby to ukrywał, a ona niby tego nie zauważała.
Co też miał w zamyśle mózg, robiąc jej takiego psikusa?!
 
Teraz, siedząc w wygodnym fotelu i popijając czerwone wino, robiła rachunek sumienia, a ten nie wypadał różowo.
Zaniedbała małżeństwo, nie zauważała swojego męża i zapomniała czuć i pragnąć.
Pracowała w wyuczonym zawodzie i największą radość czerpała z ciągłej nauki. Uczyła się na przypadkach, czyli na dzieciach. Każda trafna diagnoza, rozpoznanie choroby i wyleczenie bajtla, a niejednokrotnie uratowanie mu życia, było dla niej, jak narkotyk. Czuła się dzięki temu potrzebna i spełniona o wiele bardziej, niż w domowych pieleszach.

czwartek, 1 maja 2014

Kochani, bez ściemy...


Fajne coś!

Jeśli macie ochotę na osssstrrrrry serial z dużą ilością scen niedwuznacznych, to mogę polecić jeden.
Dostałam jego tytuł od laid_back, z którą namiętnie konferowałam niejednokrotnie, czy to na skajpaju, czy mailowo.
Co do serialu, to wiem, że ów bulwersuje i rozdziawia usta.
Tematyka?
Moja ulubiona!
Związki, życie, seks, relacje ale...